Seszele to bez dwóch zdań jedna z bardziej rajskich destynacji, jakie istnieją. Takie kierunki zachwycają rewelacyjnymi widokami, jednakże kojarzą się również z czymś drogim i nieco bardziej ekskluzywnym. Czy Seszele są drogie? Co będzie kosztować nas najwięcej, a na czym możemy sporo zaoszczędzić? Czy wakacje na Seszelach można w ogóle zaplanować, nie wydając przy tym fortuny? Na wszystkie te pytanie odpowiem najlepiej jak tylko potrafię.
Seszele, czyli grupa wysp na Oceanie Indyjskim, położona ok 1600 kilometrów od wybrzeży Afryki. Wyspy pochodzenia wulkanicznego oraz koralowego. Największą z wysp jest wyspa Mahe, na której znajduje się stolica, czyli Victoria. Tutaj także znajduje się międzynarodowy port lotniczy, którego międzynarodowy kod to SEZ. Seszele to jeden z najbardziej egzotycznych i rajskich kierunków, o jakich możemy sobie zamarzyć. Turkusowa woda, jasny piasek, a do tego te charakterystyczne dla Seszeli formacje skalne. Czy Seszele są drogie? Tanio nie jest. Czy da się je zrobić w miarę tanio? Ja uważam, że tak i tutaj Wam to udowodnię.

Loty na Seszele
Aktualnie z Polski nie ma żadnych bezpośrednich lotów regularnych na Seszele. Czarterów również nie ma, więc jeśli wybieracie się na te rajskie wyspy z biurem podróży to też będziecie lecieć samolotem rejsowym, a nie czarterowym.

Głównym lotniskiem Seszeli jest port lotniczy w Mahe. Jeśli lecicie z Polski to warto wziąć pod uwagę te cztery linie lotnicze:
- Emirates, z przesiadką w Dubaju
- Turkish Airlines, z przesiadką w Stambule
- Qatar Airways, z przesiadką w Doha
- Ethiophian Airlines, z przesiadką w Addis Abeba

Jeśli chodzi o ceny lotów to uważam, że taka standardowa cena waha się między 3000 a 3500 złotych za osobę, za lot w dwie strony, w klasie ekonomicznej. Jednakże można czasem trafić na jakieś atrakcyjne promocje. Jakiś czas temu widziałem promocje w Ethiophian Airlines, gdzie bilety dostępne były za 2700 złotych, co jest bardzo atrakcyjną ceną jak na ten kierunek.

Pamiętajcie, że dłuższe przesiadki możecie wykorzystać na zwiedzanie miasta. W Stambule na przykład możecie skorzystać z darmowych wycieczek organizowanych przez Turkish Airlines, natomiast w Doha możecie zarezerwować hotel w bardzo atrakcyjnej cenie. Więcej o stopoverach pisałem niedawno tutaj.
Czy Seszele są drogie?
Okej, wiemy już ile kosztują bilety lotnicze. W przypadku dalekich podróży to zawsze jest dość spory wydatek. Nie inaczej ma się sprawa z Seszelami. A jak ma się sprawa z wydatkami na miejscu?

Wjazd na terytorium Seszeli
Posiadacze polskich paszportów nie potrzebują wizy, by wjechać na teren Seszeli. Swój przyjazd należy jednak zarejestrować na stronie Seychelles Electronic Border System. Zalecane jest zrobienie tego na trzy dni przed wylotem. W moim przypadku rozpatrzenie tego wniosku zajęło ok. 24 godzin. Wypełniając ten formularz, miejcie pod rękę potwierdzenie rezerwacji lotów, noclegów, a także przyda Wam się Wasze zdjęcie. Po akceptacji wniosku otrzymacie kod QR. O to potwierdzenie zostaniecie spytani już na lotnisku wylotu.
Podczas rejestracji swojego pobytu macie też możliwość zakupu karty na komunikację miejską czy pakiet Internetu. Karta e-sim jest także dostępna. Zarówno kartę na autobusy jak i pakiety internetowe odbieracie po przylocie na lotnisku w Mahe. Jeśli chodzi o Internet to ja zawsze korzystam z Airalo, jednakże lokalne pakiety na Seszelach wychodziły korzystniej cenowo.
Za samo złożenie wniosku pobierana jest opłata w wysokości 10 euro. Czas rozpatrzenia wniosku to 24 godziny. Jeśli zależy Wam na czasie, bo zapomnieliście o tym, a Wasz wylot już zaraz to są też opcje ekspresowe które kosztują więcej: 30 euro (wniosek rozpatrzony w 6h) lub za 70 euro (60 minut).
Noclegi
Jeśli chodzi o noclegi to tutaj oczywiście rozbieżność cenowa potrafi być ogromna. Na Seszelach nie brakuje ekskluzywnych obiektów, których ceny potrafią zwalić z nóg, ale czy to oznacza, że nie można tam nic znaleźć w atrakcyjnej cenie? Zobaczmy, jak wyglądało to w moim przypadku.
Chalets Anse Possession
Większa część naszego pobytu spędziliśmy na wyspie Praslin, gdzie zarezerwowaliśmy 5 nocy. Podróżowaliśmy w 4 osoby i wynajęliśmy obiekt Chalets Anse Possesion.
Na miejscu do swojej dyspozycji mieliśmy cały domek, który składał się z dwóch sypialni, salonu z bardzo dobrze wyposażoną kuchnią. Każda sypialnia była z oddzielną łazienką, co było bardzo komfortowe. Domek posiadał też taras, na którym codziennie jedliśmy samodzielnie przygotowywane śniadania. Był również ogródek, w którym znajdowały się dwa leżaki i zewnętrzny prysznic.

W kuchni było tak naprawdę wszystko, co do życia potrzebne. Mnóstwo kubków, szklanek, sztućców czy garnków. Kawy czy herbaty również było pod dostatkiem. Był też dystrybutor z wodą, więc nie trzeba było taszczyć butelek ze sklepu. Za budynkiem znajdowała się także pralka, z której kilkukrotnie korzystaliśmy.

Lokalizacja obiektu Chalets Anse Possesion
Jeśli chodzi o lokalizację to obiekt znajduje się przy plaży Anse Possesion. Po drugiej stronie ulicy znajduje się przystanek autobusowy. W okolicy jest tylko jedna restauracja – Sea View Grill and Bar. Jedzenie jest tam dobre, widok na plaże rewelacyjny, jednakże najtaniej nie jest. Więcej restauracji i sklepów znajdziecie w okolicy plaży Cote d’Or, która znajduje się jakieś 3 kilometry od obiektu. Można podjechać tam autobusem, nam zdarzyło się dwa razy nawet przejść spacerem. Jeśli nie macie samochodu to zakupy trzeba dobrze planować, bo bliżej niestety nic nie ma. My byliśmy bez samochodu, a mimo tego dobrze sobie tam radziliśmy.

Zarówno właścicielka obiektu, jak i Pani, która sprzątała były naprawdę bardzo miłe i życzliwe. Bez problemu zorganizowano dla nas także transfer z terminalu promowego i w drogę powrotną. Koszt przejazdu to 25 euro.
Ten obiekt sprawdzi się doskonale, jeśli podróżujecie na przykład w 4-osobowej grupie. Tak było właśnie w naszym przypadku i za cały pobyt zapłaciliśmy 540 euro, co w przeliczeniu na noc, za osobę wychodzi 27 euro (ok. 114zł). Warto zaznaczyć, że cenę można jeszcze nieco obniżyć, jeśli podróżujecie w 6 osób, bo właśnie tyle osób może zatrzymać się w tym obiekcie.

Aaaa, bym zapomniał! Przy obiekcie mogliśmy podziwiać również żółwie! Początkowo oglądaliśmy je przez płot, ale szybko właściciele powiedzieli nam, że możemy do nich wejść, a nawet przynieśli nam banany, by móc je nakarmić. <3

Nocleg na wyspie Mahe
Przed wylotem, na jedną noc zatrzymaliśmy się także na wyspie Mahe, czyli na tej, gdzie znajduje się międzynarodowe lotnisko. Nasz lot powrotny był wcześnie rano, więc takie rozwiązanie było najwygodniejsze. Natomiast jeden dzień na Mahe postanowiliśmy spędzić na odwiedzeniu stolicy i szukaniu pamiątek. Było warto, bo w Victorii znaleźliśmy magnesy za 15 rupii seszelskich, natomiast dzień wcześniej na La Digue wszędzie były po… 75 rupii.

Riverside Mount Simpson
Na wyspie Mahe postawiliśmy na obiekt Riverside Mount Simpson. Tym razem do swojej dyspozycji mieliśmy cały apartament, który był naprawdę przeogromny. Dwie sypialnie, każda z łazienką. Ogromny salon, jadalnia, a także bardzo przyjemny taras.


Mieliśmy ogromne szczęście, bo przypłynęliśmy porannym promem z Praslin, a mogliśmy już o 10 zameldować się w obiekcie, co było bardzo przydatne. Dzięki temu szybko mogliśmy ruszyć w kierunku stolicy.



Nocleg znajdował się w Belombre. 500 metrów od obiektu znajduje się przystanek autobusowy, skąd bez problemu dostaniemy się do centrum Victorii. Najbliższa plaża to Beau Vallon. My podjechaliśmy na nią autobusem, gdy wracaliśmy z Victorii. Do hotelu wróciliśmy spacerem. Idąc pieszo przez zdecydowanie większą część trasy mamy chodnik. Warto także dodać, że apartament ten znajduje się na lekkim wzniesieniu.


Tutaj za nocleg zapłaciliśmy 143 euro, co w przeliczeniu na noc, za osobę w złotówkach daje nam 153.
Nas do tego obiektu przekonała bliskość plaży Beau Vallon. Apartament nie był w bezpośrednim sąsiedztwie tej plaży, lecz trochę dalej. Jednakże cena była znacznie bardziej atrakcyjna niż przy samej plaży. Jednakże na Mahe bez problemu znajdziecie również i tańsze noclegi.
Wszystkie linki na blogu prowadzące do strony Booking.com są linkami afiliacyjnymi. To oznacza, że w momencie kiedy wy dokonujecie rezerwacji z moich linków, wy nie płacicie nic więcej, a ja natomiast otrzymuję od portalu małą prowizję, dzięki czemu mogę nadal tworzyć i rozwijać tego bloga 
Ogólnie bardzo podobał nam się ten nocleg i naprawdę żałowaliśmy, że nie zostajemy tam na nieco dłużej. Może następnym razem. Bo wyspa Mahe też ma pewnie wiele do zaoferowania, ale na jej odkrywanie nie było już czasu, gdyż tym razem postawiliśmy przede wszystkim na Praslin.

Przemieszczanie się na miejscu
Przemieszczanie się na wyspie i pomiędzy wyspami to coś, o czym koniecznie trzeba wspomnieć. To też kwestia, która znacząca wpłynie na koszt całego wyjazdu.
Komunikacją miejską
Zarówno na Mahe, jak i na Praslin funkcjonuje komunikacja miejska, więc przemieszczanie się po tych dwóch wyspach autobusami jest jak najbardziej możliwe. Jednorazowy przejazd kosztuje 10 rupii seszelskich (ok. 2,86zł). Jeśli chodzi o bilety to macie trzy różne opcje:
- Kupić turystyczny bilet kilkudniowy. Możecie to zrobić np. w momencie wypełniania ETY i odebrać kartę na lotnisku po przylocie
- Możecie kupić zwykłą kartę na doładowania i tą karta opłacać przejazdy
- Wygodna opcja jest też pobranie aplikacji SPTC, doładować konto jakaś kwota i kupować bilety za pomocą kodu QR. W aplikacji możecie kupić kilka biletów za jednym razem, więc możecie mieć jedną aplikację na całą Waszą grupę. Osobiście uważam tę opcję za najwygodniejszą.

Podróżowanie autobusem po Mahe oraz Praslin
Rozkłady autobusowe znajdują się tutaj. Rozkłady dostępne są także w aplikacji SPTC, którą warto pobrać na swój telefon. Jednakże musicie mieć na uwadze, że z punktualnością różnie bywa. Warto być na przystanku sporo przed czasem. Raz przyszliśmy 10 minut przed czasem, a Pani zza płotu nam krzyczy, że już pojechał. Także z tym trzeba się liczyć. Autobusy są dość ciasne, a często dość pełne. Podróżują nimi zarówno turyści, jak i (przede wszystkim) lokalni mieszkańcy.

W autobusach nie są dozwolone większe bagaże jak walizki. Przystanki nie są oznaczone nazwami, a czasem jest to po prostu napis na drodze „Bus Stop”. Jeśli nie wiecie gdzie wysiąść to zawsze możecie liczyć na lokalnych mieszkańców. Ci zawsze chętnie pomogą. Ludzie na Seszelach są naprawdę bardzo życzliwi. Chętnie pomogą, a przypadkowo spotkani ludzie na ulicy czy przystanku często się z Tobą witają. I choć jest to miejsce bardzo turystyczne i w dużej mierze z turystyki żyjące to nie było tam tej natarczywości, której doświadczamy często w bardzo turystycznych miejscach.

Wynajęcie samochodu
Wynajęcie samochodu na pewno będzie najwygodniejszą opcją. W szczególności dla tych, którzy chcą bardzo intensywnie zwiedzać i jak najlepiej wykorzystać swój czas na miejscu. My samochodu nie wypożyczaliśmy, więc nie mam dobrego rozeznania w cenach, jednakże na Praslin w naszym obiekcie noclegowym była opcja wynajmu za 50 euro na dzień. Samochód możecie wynająć na wyspie Mahe czy Praslin. Wyspa La Digue natomiast jest wyspą bez samochodów (z wyjątkami, oczywiście), a głównym środkiem transportu jest rower. Na Seszelach obowiązuje ruch lewostronny.
Taksówki
Jeśli nie macie wypożyczonego auta, a autobus Was zawodzi to pozostają taksówki. Do zamawiania pojazdów możecie też korzystać z aplikacji Linkup. Przejazdy taksówkami są drogie, choć u nas rozkładało się to na 4 osoby, więc nie było tak źle. Przykładowy przejazd z naszego noclegu na Praslin na plażę Cote d’Or wg aplikacji kosztował ok. 180 rupii (ok. 48zł), a to były niespełna 3 kilometry. Chociaż poznaliśmy jednego sprzedawcę wycieczek, który nam ogarnął dwie fajne i niedrogie wycieczki i on zawsze jak nas widział w tej okolicy to pytał czy mamy jak wrócić, bo jak nie to ogarnie nam transport za 100 rupii. Akurat tego dnia wybraliśmy spacer, ale w razie czego zawsze wiedzieliśmy, gdzie go szukać. 🙂
Przykładowe ceny transferów:
Przejazd z lotniska w Mahe na przystań promową: 530 rupii seszelskich, zamawiane przez aplikację (kierowca na lotnisku chciał 600)
Transfer z przystani na Praslin do naszego noclegu: 25 euro (transfer ogarnięty przez naszego hosta, kierowca czekał na nas z tabliczką z imieniem)
Przejazd z przystani promowej na Mahe do hotelu na Mahe – 500 rupii, taksówkę wzięliśmy na miejscu
Transfer z noclegu na Mahe na lotnisko – 600 rupii, transfer zamawiany wcześniej u kierowcy polecanego przez właścicielkę naszego domku. Bardzo fajny kierowca, więc jeśli ktoś szuka fajnego kierowcy na Mahe to mogę dać namiary. 🙂
Promy i samoloty pomiędzy wyspami
Podczas naszego pobytu na Seszelach my zdecydowaliśmy się na spędzenie czasu przede wszystkim na wyspie Praslin, co wiązało się z kolejnym wydatkiem. I to nie małym. Pomiędzy wyspą Mahe i Praslin kursują promy Cat Cocos oraz samoloty linii Air Seychelles. Jako miłośnik lotnictwa bardzo chciałem przelecieć się tym malutkim samolotem, który trasę pomiędzy wyspami pokonuje w 20 minut, jednakże ta przyjemność nie należy do najtańszych. Ceny są oczywiście bardzo różne, ale raczej nie schodzą poniżej 400-500zł za lot w jedną stronę.

Promy Cat Cocos pływają pomiędzy wyspą Mahe i Praslin. Można nimi popłynąć także na wyspę La Digue. Szczegółowy rozkład znaleźć możecie tutaj. My bilety kupowaliśmy online jeszcze przed wylotem. Rejs na trasie Mahe – Praslin i z powrotem kosztował nas 490 złotych od osoby. Płynęliśmy w najtańszej taryfie. Dostępne są także bilety w klasie biznes.

W porcie należy być co najmniej 30 minut przed wypłynięciem. Warto być wcześniej, gdyż na miejscu musicie odebrać karty pokładowe, jak i nadać bagaże. Jeśli ktoś z Was źle znosi podróże morskie to ostrzegam, że na łódce potrafi mocno bujać. W drodze na Praslin Panie z obsługi biegały cały czas po pokładzie roznosząc papierowe torebki. W drodze powrotnej było już znacznie spokojniej. 🙂
Tak jak wspomniałem wcześniej, transfer między wyspami nie należy do najtańszych, jednakże mimo wszystko bardzo się cieszę, że zdecydowaliśmy się na pobyt na wyspie Praslin. Tamtejsze plaże wynagradzały wszystko. 🙂
Wycieczki na miejscu
Podczas naszego pobytu skorzystaliśmy z dwóch fajnych wycieczek, które zupełnie przypadkiem kupiliśmy od jednego sprzedawcy na plaży Cote d’Or. Dzięki tym wycieczkom mogliśmy spędzić jeden dzień na wyspie La Digue, a także pół dnia na wyspie Curieuse.
Curieuse
Ta wycieczka wyszła bardzo spontanicznie. Tego dnia nie mieliśmy większego planu. Chcieliśmy wsiąść w autobus i pozwiedzać różne plaże w różnych zakątkach wyspy. Pech chciał, że nasz autobus przyjechał dużo przed czasem. Nie chcąc tracić czasu, ruszyliśmy przed siebie i chwilę później znaleźliśmy się na plaży Cote d’Or, gdzie trafiliśmy na sprzedawcę wycieczek.

Po długich negocjacjach udało nam się kupić wycieczkę za 60 euro od osoby plus 300 rupii seszelskich opłaty za wstęp na teren chroniony. W cenie mieliśmy rejs łódką, lunch na wyspie Curieuse oraz wodę. W drodze powrotnej mieliśmy też chwilę na snorkeling oraz z łódki podziwiać mogliśmy inna rajską wyspę, jaką była wyspą St. Pierre. Po wycieczce odwieziono nas także do hotelu. A nawet mieliśmy czas dla siebie na ogarnięcie jakiegoś jedzenia na wynos i zrobienia sobie zakupów. 🙂


Jeśli chodzi o samą wyspę Curieuse to zostaliśmy wysadzeni z łódki z jednej strony wyspy, a pieszym szlakiem dostaliśmy się na jej drugą stronę, gdzie czekał na nas lunch oraz liczne żółwie. Po drodze mijaliśmy też mnóstwo sporych krabów. Sam szlak bardzo przyjemny. Warto jednak pamiętać, by zabrać ze sobą wodę. Później woda była dostępna podczas lunchu, mogliśmy także uzupełnić nasze własne butelki, jednakże na szlak warto ze sobą coś zabrać. Warto też patrzeć pod nogi, gdy będziecie szli przez taki drewniany deptak, znajdujący się ok. metra nad ziemią – bywały w niektórych miejscach dziury, w które noga może wpaść. 🙂

La Digue
Na wyspę La Digue planowaliśmy się wybrać, lecz chcieliśmy to zrobić na własną rękę, korzystając z promu Cat Cocos. Jednakże wspomniany wcześniej sprzedawca zaproponował nam wycieczkę za 50 euro, jeśli zdecydujemy się od razu. Powiedzieliśmy, że jak spodoba nam się na Curieuse to po wycieczce podejmiemy decyzję i tak zrobiliśmy. W sumie za wycieczkę zapłaciliśmy 52,50 euro, bo dopłaciliśmy 10 euro za transfer z hotelu. W cenie mieliśmy już wliczone wypożyczenie rowerów na miejscu. Dodatkowo, aby dostać się na popularną plażę Anse Source d’Argent trzeba zapłacić 150 rupii wstępu na plantację wanilii. Aby dotrzeć na plażę przez jej teren trzeba przejechać. Tutaj także można zobaczyć żółwie.

Na wyspę La Digue możecie się także wybrać na własną rękę promem Cat Cocos. Koszt promu to ok. 25 euro od osoby za bilet w dwie strony. Na miejscu nie ma opcji jeżdżenia samochodami, więc przyda się rower. Wypożyczalnie są na każdym kroku. Cena wypożyczenia roweru waha się między 10 a 20 euro.

Na mnie osobiście wyspa La Digue zrobiła ogromne wrażenie i myślę, że przy następnej wizycie na Seszelach rozważyłbym zostania na niej przez kilka dni. To właśnie na tej wyspie widziałem najpiękniejszą plażę podczas swojej wizyty na Seszelach.

Jedzenie na miejscu
Nasze obiekty noclegowe nie oferowały wyżywienia, więc o tę kwestię musieliśmy zatroszczyć się sami. Jeśli chodzi o śniadania to przygotowywaliśmy je samodzielnie. Część z nas jadła płatki z mlekiem, część tosty z nutellą czy dżemem. Do tego zawsze sporo świeżych owoców. Papaja na Seszelach smakuje rewelacyjnie. Choć na przykład w Tajlandii nie jest ona moim ulubionym owocem.

Sea View Grill and Bar
Jeśli chodzi o restauracje to są one dość drogie. W okolicy naszego hotelu na Praslin była tylko jedna restauracja, do której wybraliśmy się pierwszego dnia, zaraz po przylocie. W Sea View Grill and Bar, bo o tym miejscu mowa, jedzenie było smaczne, a widoki rewelacyjnie. Jednocześnie był to nasz najdroższy posiłek podczas całej podróży. Za danie główne należało zapłacić ok. 350 rupii seszelskich, czyli 100zł. Koszt butelki lokalnego piwa to 65 rupii seszelskich, czyli 19zł.



Cool-Licks Cafe and Take away
Kolejnego dnia udaliśmy się do restauracji w okolicy terminalu promowego, której menu znaleźliśmy w naszym domku. Mowa o restauracji Cool-Licks cafe and take away. Możecie tutaj zamawiać dania z karty, jak i z take away menu (o take away napiszę więcej za chwile). Za burgera hawajskiego zapłaciłem 75 rupii (22zł), duże frytki – 50 rupii, a świeży sok z mango – 100 rupii. Za lokalne piwo należało zapłacić 50 rupii, natomiast za colę 30 rupii. Porcja frytek była naprawdę ogromna i zamawianie dwóch było błędem. Jedna duża porcja na dwie osoby była by wystarczająca. W lokalu dostępna były także dostępne zestawy śniadaniowe, jak na przykład Full English Breakfast za 150 rupii.

Take away na Seszelach
Na Seszelach bardzo popularne są restauracje typu take-away. W knajpach tych każdego dnia macie kilka dań do wyboru, a jedzenie otrzymujecie w jednorazowych pojemnikach. Często na zewnątrz tych knajp są także stoliki dla osób zamawiających take away. Knajpy te są bardzo popularna wśród turystów, jak i lokalnych mieszkańców. Często widywaliśmy restauracje, w których stoliki restauracyjne świeciły pustkami, natomiast do take away ustawiała się spora kolejka.
LaMer Pizzeria & Take Away
Na wyspie Praslin regularnie stołowaliśmy się w tym właśnie take away’u, który znajdował się przy plaży Cote d’Or. Wybór dań zmieniał się codziennie, a my głównie wybieraliśmy posiłki z rybami czy owocami morza. Za jedno pudełko trzeba było zapłacić ok 125-150 rupii seszelskich (35-43zł), co jak na seszelskie warunki jest bardzo dobrą ceną. Tym bardziej, że lokal ten jest w bardzo turystycznej lokalizacji. Jest tam mnóstwo hoteli. Także takich większych, jak na przykład Berjaya Praslin Resort, który znajduje się w ofercie biur podróży (np. TUI ma go w ofercie). Nam jedzenie bardzo tu smakowało i chętnie tutaj wracaliśmy. Ryba była naprawdę dobra, a stołowanie się tam nie kończyło się paragonem grozy. 😀 W restauracji były dostępne stoliki, gdzie można było usiąść i zjeść.


Tarosa Take Away
Kolejny take away, w którym jedliśmy to ten na wyspie La Digue, który znajduje się bardzo blisko portu. Znajomi skusili się na Fish and Chipsa po 75 rupii (22zł), ja natomiast wybrałem rybę w ananasie w tej samej cenie. Wiem, że zdjęcia tego jedzenia w tych papierowych pojemnikach może nie wyglądają zbyt apetycznie, ale musicie mi uwierzyć na słowo, że smakowało to naprawdę dobrze. 🙂

Czy Seszele są drogie?
Seszele zdecydowanie nie należą do najtańszych kierunków. Przemieszczanie się pomiędzy wyspami czy stołowanie się w restauracjach może pochłonąć naprawdę sporo. Z drugiej strony, podróżując po wyspie transportem publicznym płacimy za bilet niecałe 3zł, a w lokalnych take away’ach jemy za 30-40zł spory posiłek. Podróżowanie w kilka osób również pozwoli Wam sporo zaoszczędzić – w naszym przypadku dzięki podróży w 4 osoby wydatki na noclegi czy taksówki wyszły znacznie korzystniej. Nie powiem, w samodzielną podróż na Seszele raczej bym się nie udał.
Także jak widzicie są rzeczy, na których sporo można zaoszczędzić. Są też takie, na których oszczędzać się nie da (jak np. promy między wyspami). Chyba, że swoje wakacje postanowicie spędzić na wyspie Mahe to wtedy odchodzą Wam te koszty. Oczywiście wszystko zależy od tego, jak chcecie spędzić swoje wakacje. Jak ktoś chce spędzić wakacje na Seszelach budżetowo i jest gotowy na pewne poświęcenia to będzie w stanie zaplanować te wakacje i nie stracić na miejscu fortuny. Jeśli lubicie jednak jeść w eleganckich restauracjach czy nocować w hotelach o nieco wyższym standardzie to Seszele na pewno będą kierunkiem, który mocno odbije się na Waszym portfelu.
Pamiętajcie jednak, że to co najlepsze jest na Seszelach to nie będzie kosztować Was nic. Tamtejsze plaże, bo o nich mowa, są naprawdę rewelacyjne, a widoki na miejscu są po prostu bezcenne.

Zobacz także:
Jeśli podoba Ci się to, co tutaj robię to możesz mi także postawić wirtualną kawę, dzięki czemu ja mogę bardziej rozwijać tego bloga. Za każdą postawioną kapuczinę serdecznie dziękuję!
Spodobał Ci się wpis? Uważasz, że znajdujące się w nim informacje mogą być przydatne dla innych Udostępnij ten wpis tym, którzy mogą go potrzebować!





Komentarze