Kilkudniowy pobyt w Albanii był raczej dość spontanicznym wypadem. Bilety były tanie, przesiadki całkiem przyjemne, więc nie zostawało mi nic, jak zarezerwowanie biletów. Znalezienie hotelu na ostatni moment również nie stanowiło żadnego problemu, dzięki czemu we wrześniu miałem okazję odwiedzić 32. kraj, którym okazała się być właśnie Albania. W tym wpisie zrobię takie małe podsumowanie tego wyjazdu. Dowiedzie się z niego, jak poleciałem do Albanii, gdzie się zatrzymałem oraz co udało mi się tam zobaczyć. Nie zabraknie też moich spostrzeżeń odnośnie Durres, czyli popularnego kurortu w Albanii.

Dlaczego Albania?

Szukałem czegoś bardziej wakacyjnego, ale bez wydawania na to jakiejś ogromnej kwoty. Miało być ciepło, tanio, z możliwością popływania w morzu. Jakiś nowy kraj też był bardzo pożądany. Od dłuższego czasu chodzi za mną Grecja. Rok temu moje loty na Mykonos zostały odwołane. W ofercie biur podróży znowu przegapiłem ofertę First Minute, a znalezienie czegoś atrakcyjnie cenowo w obecnych czasach na ostatni moment jest raczej trudne. Choć loty na Mykonos w Wizz Air często można było znaleźć w dość atrakcyjnych cenach to jednak koszt noclegów na miejscu sprawiał, że 3-4 dniowy wypad kosztowałby mnie sporo więcej niż tygodniowe wakacje zarezerwowane odpowiednio wcześnie. Dlatego też ostatecznie wybór padł na Albanię. Było ciepło, w restauracjach nie wydawałem fortuny, a i w morzu udało się trochę popływać.

Jak doleciałem do Albanii?

Pewnego razu zobaczyłem, że LOT miał bardzo ciekawą promocję na bezpośrednie loty do Tirany z Poznania. Nie miałem jeszcze potwierdzonego urlopu i biletów niestety nie kupiłem. Gdy bilety znacząco podrożały zacząłem rozglądać się za jakimiś lotami z przesiadkami. Obecnie Wizz Air posiada bazę w Tiranie, więc jest trochę tych możliwości.

Gdańsk – Sztokholm Skavsta – Tirana

Na takie połączenie zdecydowałem się w przypadku lotu „tam”. Za bilety zapłaciłem niecałe 90zł, czyli niewiele. Do Gdańska bez problemu zdążyłem dojechać pociągiem, nawet bez wstawania o jakiejś nieludzkiej porze. Mało tego, nawet zdążyłem w Gdańsku pójść na swoje ulubione pierogi do Mandu. Między lotami jakieś 2 godziny przerwy, czyli bardzo optymalny czas na przesiadkę. W przypadku Skavsty to nawet trochę za dużo. 😀

Lot do Albanii, widok z samolotu na różowe niebo.
Ten widok nie znudzi mi się nigdy… 🙂

Tirana – Mediolan Bergamo – Poznań

Plan podróży powrotnej również wyglądał bardzo przyjemnie, ale niestety się posypał. Miał być lot do Poznania, przez Bergamo, w niskiej cenie,  z kawką i śniadankiem we Włoszech, a skończyło się na kupowaniu nowych biletów na połączenie LOT-u do Poznania, przez Warszawę.

Niestety w przypadku wjazdu do Włoch z Albanii wymagany był test. Samo szczepienie nie było wystarczające. Nie miałem już za bardzo czasu na bawienie się w testy, tym bardziej że ostatni dzień wakacji miałem już od rana do wieczora zaplanowany. Nie chciałem też zostawiać robienia testu na ostatni moment, czyli na lotnisku kilka godzin przed odlotem. Kupienie nowego biletu było łatwiejsze. Dzięki temu ostatniego dnia mogłem cieszyć się Albanią, nie stresując się przy tym faktem, czy jutro zdążę zrobić test czy nie. Nowy bilet na szczęście nie kosztował fortuny. Jak na bilet typu last minute to było całkiem znośnie.

Gdzie zatrzymałem się w Albanii?

Tak jak wspomniałem już na samym początku, chciałem, aby było choć trochę wakacyjnie, więc nie rozważałem pobytu w Tiranie. Od początku wiedziałem, że zatrzymam się gdzieś w Durres. Jednakże gdzie dokładnie? To okazało się nieco trudniejsze niż mogłoby się wydawać. Dlaczego? A to dlatego, że ta kurortowa część z hotelami rozciąga się na dobre kilka czy kilkanaście kilometrów. Zdecydowanie się na którąś konkretną część nie było takie proste. Ostatecznie wybór padł na Hotel Virginia.

Hotel Virginia w Durres, Albania
Hotel Virginia w Durres, widok od strony plaży.

Głównym powodem była lokalizacja i fakt, że z hotelu bez problemu można było dostać się do centrum Durres pieszo. Dla mnie to duży plus, gdyż nie chciałem całego pobytu spędzić na leżeniu na plaży. A 2-3-kilometrowy spacer do miasta pozwolił zadbać o odpowiednią ilość zrobionych kroków także podczas urlopu.

Plaża przed hotelem Virginia w Durres w Albanii.
Plaża przed hotelem Virginia w Durres w Albanii.

Jeśli chodzi o sam hotel to większych zastrzeżeń nie mam. Hotel jak hotel. Przy samej plaży, ze śniadaniami w cenie, z dużym balkonem i widokiem na morze. Na plaży leżaki bezpłatne dla hotelowych gości. Z wolnymi miejscami nie było żadnych problemów, ale może to kwestia tego, że to jednak już wrzesień był. Można by ponarzekać trochę na łazienkę, która była dość ciasna, a podczas kąpieli woda była rozlana po całym pomieszczeniu, ale kto by się przejmował. Nie lubię psuć sobie wakacji tego typu problemami. Tym bardziej, że podczas wycieczki na wyspę Sazan dowiedziałem się od naszej Pani przewodnik, że tak zaprojektowane łazienki to dość powszechne zjawisko w tym kraju. 🙂

Ogólnie mam wrażenie, że nie była to ta najpopularniejsza wśród zagranicznych turystów część plaży w Durres. Sądząc po tablicach samochodów stwierdzam, że większość turystów pochodziła tam z pobliskich krajów takich jak chociażby Kosowo czy Macedonia. Wizualnie ta część kurortu też jakoś nie powalała. Jeśli szukacie czegoś bardziej eleganckiego to raczej tę część Durres odradzam. Ja mimo wszystko cieszę się, że zatrzymałem się właśnie w tej części, skąd do miasta było znacznie bliżej. Tym bardziej, że centrum Durres całkiem pozytywnie mnie zaskoczyło.

Miasto Durres

Do centrum Durres udałem się już pierwszego dnia. Początkowo myślałem, że wyjście to zakończy się niepowodzeniem, gdyż w pewnym momencie skończył mi się chodnik, ale jednak udało się odbić lekko w bok, gdzie była jakaś tam ścieżka dla pieszych. Przed wejściem w samo centrum miasta przywitało mnie mnóstwo bezdomnych psów, co nie było najlepszą zapowiedzią tego, co mnie może spotkać w tym mieście.

Jak się okazało, później było już znacznie lepiej. Durres okazało się być całkiem przyjemnym miastem, które tętni życiem. Ogródki większości restauracji i kawiarni zlokalizowanych w centrum miasta były pełne lokalnych mieszkańców. Wszędzie można było usiąść na jakaś kawkę, trochę jak we Włoszech. Swoją drogą, taka kawa zazwyczaj kosztowała 100 leków, czyli niecałe 4zł. W centrum bez problemu wymieniłem także euro na lokalną walutę oraz zaopatrzyłem się w albańską kartę SIM.

Na pewno w samym centrum warto wybrać się na plac nad którym góruje piękny meczet, a nieco dalej odwiedzić możecie zabytkowy amfiteatr. Bilet wstępu to jedynie 300 leków, czyli jakieś 11-12zł.

Wyspa Sazan oraz Półwysep Karaburun

Wycieczka, na którą wybrałem się z biurem Moja Albania to zdecydowanie najlepiej spędzony dzień podczas mojego krótkiego pobytu w tym kraju. Gdybym zatrzymał się w Albanii na dłużej to pewnie wybrałbym się na więcej wycieczek, gdyż bez problemu wybrałbym kolejne trzy, które mnie zainteresowały. Kto wie, może będzie kiedyś jeszcze okazja? 🙂

Wyspa Sazan

Wycieczka trwała praktycznie cały dzień. Spod sąsiedniego hotelu autobus odebrał nas o godzinie 7. Po zebraniu wszystkich uczestników udaliśmy się w kierunku Wlory, po drodze zahaczając jeszcze o szybkie słodkie śniadanie i kawę. Stamtąd rozpoczęliśmy rejs w kierunku wyspy Sazan – wyspy, która kiedyś zamieszkiwana była przez wyższych oficerów, natomiast obecnie nie jest zamieszkiwana.

Na miejscu zobaczyć możecie pozostałości po szkole, restauracji, czy teatrze. Świetne miejsce dla miłośników urbexu, ale nie tylko. Do wspomnianych wcześniej atrakcji trzeba odbyć krótki spacer nieco w górę, ale trasa jest raczej przyjemna, także nie powinna stanowić większego problemu. A widoki z góry również zachwycają!

Na wyspie jest taż mała plaża, na której można spędzić trochę czasu, jeśli nie chcemy wchodzić na górę. Choć zdecydowanie zachęcam do spaceru, bo naprawdę warto.

Półwysep Karaburun

Z wyspy Sazan popłynęliśmy w kierunku Półwyspu Karaburun, po drodze odwiedzając jeszcze jaskinię, w której był czas na zdjęcia, a chętni mogli tam także trochę popływać i poskakać do wody.

Plażowanie i lunch – taki był główny plan na spędzenie dwóch czy dwóch i pół godzin na półwyspie Karaburun. Muszę przyznać, że posiłek z takim widokiem jak tam to czysta przyjemność.

Mimo kamienistej plaży i braku specjalnych butów udało mi się trochę popływać. Choć przy hotelu narzekałem trochę na temperaturę wody to tutaj się tym totalnie nie przejmowałem. Jak nie skorzystać z możliwości popływania w tak pięknym miejscu? 🙂

W drodze powrotnej przez okna autobusu mogliśmy podziwiać przepiękny zachód słońca, którego na zdjęciu niestety nie udało mi się uwiecznić. Do hotelu wróciłem jakoś chwilę po 19.

Albania miłym zaskoczeniem

Ogólnie Albania bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Choć część kurortowa nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia, to ogólnie wyjazd ten zaliczam na duży plus. Żałuję tylko, że nie mogłem zostać, bo kraj ten ma naprawdę bardzo dużo do zaoferowania turystom. Liczę, że kiedyś będzie jeszcze okazja, by zobaczyć coś więcej.

A Wy byliście już może w Albanii? Jeśli tak, to podzielcie się swoimi ulubionymi miejscami w tym kraju! 

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.