Za co najbardziej kocham Tajlandię?

Aktualna sytuacje na świecie związana z koronawirusem mocno pokrzyżowała wiele podróżniczych planów, w tym także i moje. Dlatego też zamiast nad tym ubolewać, warto wrócić wspomnieniami do tych wszystkich podróży, które już za nami. Tajlandia była moją wakacyjną destynacją dotychczas już trzy razy, więc bez wątpienia trochę tych wspomnieć zdążyło się nazbierać. Jesteście ciekawi, dlaczego to właśnie Tajlandia tak skradła moje serce i dlaczego tak chętnie tam wracam? O tym w dzisiejszym, nieco sentymentalnym wpisie.

Zawsze podkreślam, że Tajlandia to bardzo dobry kierunek na wakacje. Przemawia za tym kilka głównych argumentów. Świetna pogoda, przyjemne ceny na miejscu, a także najlepsze jedzenie. A co jak co, ale na wakacjach jeść trzeba! Choć Tajlandia to dość odległy kierunek i dla wielu nadal może wydawać się dość egzotyczny. W praktyce wygląda to zupełnie inaczej, gdyż zaplanowanie wakacji w Tajlandii okazuje się naprawdę bardzo proste, gdyż na miejscu wszystko zostanie za nas zorganizowane. Boicie się, że Wasz angielski nie jest najlepszy? Nie martwcie się, większość Tajów, których spotkacie na miejscu chciałaby bardzo znać angielski na takim poziomie jak Wy. A mimo wszystko pracują w turystyce i dołożę wszelkich starań, by Wasze wakacje były niezapomniane!

To zdjęcie doskonale odzwierciedla Bangkok. Tak sobie go zawsze mniej więcej wyobrażałem. 🙂

Choć bilet do Tajlandii to wydatek rzędu dwóch tysięcy złoty, to na miejscu ceny już są zdecydowanie przyjemniejsze. Na blogu znajdziecie także posta „Tajlandia na własną rękę? To proste!”, gdzie wspominałem o podstawowych kosztach takich wakacji! Także tak poglądowo możecie sobie zobaczyć, jak to wygląda.

Dlaczego Tajlandia? Za co dokładnie kocham Tajlandię najbardziej?

Przejażdżki tuk-tukiem po Bangkoku

Zdecydowanie obowiązkowa atrakcja, będąc w stolicy Tajlandii! Przejażdżka tuk-tukiem po zakorkowanych ulicach Bangkoku to zdecydowanie niezapomniane przeżycie! W szczególności wieczorem, kiedy to, moim zdaniem, Bangkok prezentuje się najlepiej! Na dłuższą metę korzystanie z tuk-tuka może okazać się droższe niż korzystanie z taksówek. Także nie polecam raczej tego typu transportu jako jedyny, najlepszy środek do przemieszczania się po Bangkoku, ale chociaż raz trzeba!

Przejeżdżka tuk-tukiem wieczorową porą w Bangkoku to zdecydowanie obowiązkowa atrakcja podczas pobytu w stolicy Tajlandii!

Rajskie wyspy Tajlandii

Kto nie marzy o takich wakacjach? Przyjemna temperatura wody w morzu, a dodatkowo ten niesamowity jej kolor? W Tajlandii takich pięknych plaż zdecydowanie nie brakuje. Sam wiem, że przede mną jeszcze wiele z nich zostało do odkrycia. Koh Poda czy Bamboo? Chętnie teleportowałbym się tam teraz!

I to są prawdziwe, rajskie wakacje! Tego nam chyba teraz wszystkim trzeba…
W najbardziej popularnych miejscach może bywać nieco tłoczno…
Long tail to typowa łódką, którą pewnie nie raz będziecie się przemieszczać podczas swojej wizyty w Tajlandii.

Za uśmiech Tajów!

Nie bez powodu Tajlandia nazywana jest Krainą Uśmiechów. Uwielbiam Tajów za ich uśmiech! Nigdy nie zapomnę swojego pierwszego pobytu w Bangkoku, który spędziłem w hotelu The Grand Sathorn. Wszyscy z obsługi byli tak niesamowicie mili i uprzejmi. No i te kłanianie się, które po prostu mnie zachwyca. Cieszę się, że w swojej pracy czasami spotykam Tajów i mogę wtedy się ukłonić i powiedzieć „Kop-kun-khrab”, co zawsze wywołuje uśmiech i od razu pojawia się pytanie, czy byłem w Tajlandii.

To te Panie pokazały mi jak zrobić przepyszne dania kuchni tajskiej! Rezultaty znajdziecie nieco niżej!

Jedzenie, jedzenie i jeszcze raz jedzenie!

Ten podpunkt zdecydowanie zasługuje na dłuższy wpis. Kuchnia tajska w chwili obecnej to zdecydowanie mój numer jeden! Pamiętam jak dziś, że pierwsza rzecz, którą zrobiłem zaraz po wyjściu z hotelu w Bangkoku to było zjedzenie pad thaia w takiej lokalnej, przydrożnej knajpie. Wiecie, plastikowe krzesła, ceraty na stole itp.. Ale kuchnia tajska to nie tylko pad thai.

Na samą myśl o tajskim jedzeniu cieknie mi ślinka…

Mój zdecydowany numer jeden to sałatka z papai, która jest dla mnie zawsze obowiązkową przystawką. Polecana bardziej tym, którzy preferują nieco bardziej pikantne dania. Pozycje obowiązkowe to także najpopularniejsze tajskie zupy, czyli robiona na mleku kokosowym zupa Tom Kha Gai, a także ostro-kwaśna Tom Yum. Ta zupa najczęściej podawana jest z krewetkami.

Sałatka z papai to mój absolutny numer jeden!

Jako danie główne do wyboru macie makarony czy ryż na wiele różnych sposobów. Na brak urozmaicenia w Tajlandii na pewno nie będziecie narzekać. Bardzo polecam, by skusić się na któreś z tajskich curry. Mnie osobiście najbardziej smakowało curry zielone.

A może kraba? 🙂

Na deser obowiązkowo mango sticky rice. Coś, do czego potrzebowałem sporo czasu, by się przekonać. Osobiście nigdy nie byłem fanem ryżu na słodko, więc ryż na mleku kokosowym z mango nie robił na mnie żadnego wrażenia. Jak się okazało to był błąd. I cieszę się, że podczas ostatniego pobyty w Ao Nang udało się ten błąd chociaż trochę naprawić. Pani na nocnym markecie miała nie dość, że smaczne, to jeszcze bardzo ładnie wyglądające mango sticky rice. To cudo kosztowało 50 bathów.

Mango sticky rice smakuje nieziemsko, dlatego proszę Was! Nie popełniajcie mojego błędu!

A w międzyczasie zawsze można kupić gdzieś świeże, pokrojone już owoce, tajskie lody zawijane bądź te podawane w kokosowej łupinie. Choć chyba najbardziej chciałbym teraz pić wodę z takiego świeżego kokosa… . 🙂

Świeży kokos na plaży? To jest to! Podziękowania dla Pauliny za zdjęcie! <3

Za porządek w kolejce nadziemnej!

O tak, to jest coś czego zdecydowanie brakuje w większości europejskich miast. W Polsce bez wątpienia również. W BTS-ie, czyli w naziemnej kolejce, która funkcjonuje w Bangkoku, jest naprawdę bardzo czysto, a wśród podróżujących można zauważyć bardzo wysoki poziom kultury osobistej. Aby wejść do pojazdu należy ustawić się w wyznaczonym do tego miejscu. Gdy pociąg podjedzie, a wagon okazuje się przepełniony, nikt nie wpycha się na siłę, a po prostu czeka się na kolejny pociąg. To naprawdę zrobiło na mnie ogromne wrażenie!

Widzicie te oznaczenia na podłodze?

Za kontrast Bangkoku!

Wielokrotnie wspominałem, że duże miasta to jest to, co zdecydowanie lubię najbardziej. Wysokie wieżowce zawsze robią na mnie ogromne wrazenie. A jak jeszcze w hotelu uda się dostać pokój na jakimś wysokim pietrze to już w ogóle rewelacja. Ale Bangkok to nie tylko nowoczesność i wysokie wieżowce. Bo to wszystko przeplata się z małymi lokalnymi garkuchniami, czy wszechobecnymi kablami, które totalnie do tej światowej metropolii nie pasują! Ale taki jest właśnie Bangkok!

Kable, wszędzie kable…
Widok z hotelowego basenu…
Wiecznie zakorkowany Bangkok… 🙂
A gdzieś pomiędzy tym wszystkim taka zwykła uliczka, z lokalnymi garkuchniami. I 7-eleven oczywiście.
Uwielbiam ten wieżowiec! Zdecydowanie polecam wjechać na samą górę! Nie będziecie żałować!

Za wszechobecne sklepy 7-eleven!

Te sklepy znajdziecie dosłownie na każdym rogu, a kupicie w nich wszystko, co Wam do szczęścia potrzebne! Potrzebujecie coś zalać wrzątkiem? Nie ma problemu? Odgrzać coś w mikrofalówce? Da się zrobić! Kostki lodu? Do wyboru na kubki czy w większych opakowaniach. Mało tego, przed jednym 7-eleven w Bangkoku widziałem maszynę, na której możecie zmierzyć swoje BMI. 😀 Nie zapomnijcie także zbierać naklejek, które możecie później wymieniać na jakieś produkty. Lub po prostu oddajcie je jakiemuś Tajowi – uśmiech na twarzy gwarantowany! 🙂 My swoje naklejki oddawaliśmy często Panią, które na przeciwko naszego hotelu pracowały w salonie masażu. 🙂

Bardziej tajsko chyba się nie da… Jest 7-eleven, jest stoisko, na którym Pani robi zarówno tajskie naleśniki, jak i pad thai’a…. 🙂

Za spotkania z waranami w Lumpini Parku!

Pierwszy raz w Lumpini Parku byłem wieczorem. Jadąc tam taksówką nie do końca rozumiałem, dlaczego pan taksówkarz cały czas mówił do nas „Aaaaa, eksirsajs!”. Jak się okazało, wieczorem w parku mnóstwo Tajów biegało! Aż się tam trochę nieswojo czułem, bo praktycznie wszyscy biegali!

Lumpini Park, spory park w centrum Bangkoku.

Kolejnym razem wybrałem się tam już w ciągu dnia, gdyż sporo naczytałem się o tym, że w parku można spotkać warany. No i muszę przyznać, że udało się spotkać jednego, całkiem pokaźnego spacerującego sobie warana. 🙂

Piękny, czyż nie?
Chcielibyście go spotkać? 🙂

Za wszechobecne pralnie!

Tak, lecąc do Tajlandii naprawdę nie trzeba zabierać ze sobą zbyt dużo ubrań. Dla przykładu w Ao Nang pranie zostawić możecie praktycznie w każdym „biurze podróży”. Usługa ta nie jest droga, pranie odbieracie w tym samym miejscu kolejnego dnia. Chyba, że zamówicie wersję ekspres, to jeszcze tego samego. Opcja z prasowaniem również jest możliwa. W Bangkoku ze znalezieniem pralni również nie miałem problemu. 🙂

Tutaj kupicie wycieczkę, możecie wynająć prywatną łódkę, czy… właśnie zostawić swoje pranie! 🙂

Za skybary w Bangkoku!

Barów na wysokich piętrach w Bangkoku nie brakuje. Ja miałem okazję odwiedzić jeden skybar znajdujący się w Bayioke Sky Tower, natomiast drugi, w którym byłem to ten w hotelu Anantara, w którym miałem okazję nocować.

Całkiem przyjemne miejsce na wieczornego drinka, czyż nie? 🙂

Za wschody słońca w Bangkoku…

A te najlepiej podziwiać, gdy w jednym z hoteli uda nam się dostać pokój na wyższym piętrze. Ja miałem tą przyjemność podczas pobytu w hotelu Anantara. Swoją drogą to jest chyba najlepszy hotel w jakim kiedykolwiek byłem, w którym udało się nawet dostać darmowy upgrade do większego apartamentu!

Aż przyjemnie się wstaje, co nie? 🙂

I zachody w Ao Nang

Nocując w hotelu Ao Nang Buri Resort wystarczyło przejść na drugą stronę ulicy, by cieszyć się tym widokiem. Na pewno jest to całkiem przyjemne miejsce na popołudniowego drinka.

Kolejne bardzo przyjemne miejsce na popołudniowego drinka…
Takie widoki nie znudzą mi się nigdy…

Za Chinatown w Bangkoku!

Punkt obowiązkowy w stolicy Tajlandii. Zdecydowanie wieczorem! To jedno z moich ulubionych miejsc w Bangkoku. Podczas każdego pobytu spędzam tam zawsze jeden wieczór.

Te wszystkie neony naprawdę robią niesamowite wrażenie!

Za kursy gotowania!

Kochacie tajskie jedzenie? Bo ja zdecydowanie tak! I to właśnie z tego postanowiłem pójść na lekcje gotowania! Jedzenie prawdziwych, tajskich dań przyrządzonych przez samego siebie sprawie naprawdę dużą przyjemność! Niestety, odtworzenia w domu pad thaia totalnie mi nie wychodzi. I już się chyba poddałem. 😀

A oto efekty mojego gotowania!

 

Podsumowując, to mniej więcej tyle, jeśli chodzi o rzeczy, które w Tajlandii zachwycają mnie najbardziej. Przy dłuższym zastanowieniu z pewnością znalazłbym coś jeszcze. Bardzo jestem ciekaw, czy Tajlandia urzekła także Was. A jeśli ktoś z Was jeszcze nie był w Krainie Uśmiechów to mam nadzieję, że któreś z tych punktów zachęciły Was do odwiedzenia tego pięknego kraju Azji Południowo-Wschodniej.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *